Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
61
Z FLORY SWOJSKIEJ

Przewróciłby się zapewne w swej »tronie«...
Zresztą, dyć powiedz, czym nie jest wart tego?
Piętnaście morgów, trzy krowy, dwa konie« —
»Hihihihihi!... a toć wczoraj słali
Swatów od Piątka, za niego
Pójdę odrazu z ochotą!
Mój miły Boże!
Nie trza mi twoich rozkoszy,
Dosyć mam sama
Spleśniałych groszy:
Mówią we dworze,
Że jestem niby, jak dama,
A ty? hihihi!!...«

»Nasta!... Nastusia!... jedyna...«
»Idź, ty!« — i Wojtka, co ją trzymał w pasy,
Ręką odpycha — »Nie idzie mi ślina
Na takie cmoki do gęby!
Za Stachem Piątkiem będą lepsze czasy...«
»Nasta!...« »Hihihi!« i wyszczerzy zęby
Ta stelmachowa dziewczyna
Białe, jak wełna jagnięcia,
I rży, hej! rży tak, jako klacz dwuletnia;
Tak się rzechoce, że te ślepie duże
Pełne są śmiechu; że się gnie jak pletnia
Smagła jej postać; że piersi, w obręby
Koszuli skryte, jak róże
Jawią od tego się zgięcia,
Aż Wojtek cały
Zadrżał na dzikie te czary,
Dziewczę od ziemi
Uniósł za bary
I, oszalały,
Wargami wpił się wrzącemi
W owoc — bieluniu...

Grafika na koniec utworu.jpg