Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
59
Z FLORY SWOJSKIEJ

Nastucha!... słyszysz?!...« I w poły
Obejmie dziewkę, córę stelmachowę,
Który na folwark przyszedł prawie goły,
A dziś, jak swojak prawdziwy,
I wieprza tuczy i niejedną krowę,
Łacno utrzyma — z pańskiego... »Bóg żywy,
Że ino brak mu stodoły,
A juści jako u gbura
Całe obejście... I wszystkoć to pono
Z woli tej Nasty... Ano, ptak się trzepie,
Bo ma dwa skrzydła, i stelmach czerwoną
Podnosi buzię: ma z czego — szczęśliwy!...
Ledwie, że dziewkę poklepie
Po brzuchu gruby Przepióra,
Juści i stary
W łapie ma pewny przepitek;
Juści mu świeży
Rośnie pożytek!
Ówci bez miary
Już »ognaryją« mu mierzy
Za to klepanie.

A jest i klepać co prawie« —
Tak sobie gwarzą naokół ludziska —
»Istny rarytas... choć to lepiej w stawie,
Lepiej na samem dnie rzeki
Utopić szczęście takowe... Ta, z pyska
To wej! psi naród, jakby jakie leki,
Brała na piękność...« »Ha! w kawie,
Gadają, na noc się myje — «
»Niech się i myje... Lecz w tem niema sprzeczki,
Że jakby wcale nie z chłopa... Na drzewie
Rosną-ci, widać, zielone listeczki —
Ot! z bożej woli... ale tam — niech sieki
Porwą człowieka! — nikt nie wie,
Kto matkę schwycił za szyję...
Bądź-że, jak było,