Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


III.

DATURA STRAMONIUM.
(BIELUŃ POSPOLITY)

»Nastucha!... słyszysz?!... Nastucha!...«
»Hihihihihi!... A juści mam uszy,
Więc ci też pewnie, że słyszę, jak grucha
Taki wej! gołąb pstrokaty,
Jak ty!... jak ty! ci powiadam!...« »Ja! z duszy
Wszystko dziś rzucę przed tobą, jak szmaty;
Jak wej! na fryjur z kożucha,
Tak się uwolnię z tej troski:
Bo, widzisz, we wsi po ludziach to chodzi,
Że niby ze mną tak jesteś, a znowu
I z komisarzem nie inak... Ej! grodzi,
Mówią-ci ludzie, płot na okół chaty,
Strzeże swojego przychowu,
A jednak stwór mu nieboski
Włazi w zagrodę;
A jednak świnia mu obca
Ryje po grzędzie!
Żal ci nam chłopca;
Na własną szkodę
Wyrósł, oj! wyrósł! Tak wszędzie,
Widzisz, gadają...«