Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
54
JAN KASPROWICZ

Z sinej powodzi,
Zdrowe i świeże —
Jak wej! ten dzień.
»W oneć wieczory
I w oweć rana, gdy zmówisz pacierze,
Pamiętaj o mnie!... Gdy wrócisz, mój Boże!
Jak w jakim dworze
Na oścież sień!...«

»Kata-ć pamiętać nie będę!
Choć czas nie krótki —
Kata-ć pamiętać nie będę:
Ale to zwiędnie i na co te smutki?...«
I niezabudki
Ściśnie kwiatuszek w swej garści... »Na grzędę,
Ojcowską wrócę też jeszcze —«
»A przecie pisuj!« — »Czemu nie mam pisać?
A ty kołysać
Ucz się, dziewulo...
Bo pewnieć czas! —«
»Aż-ci mnie dreszcze,
Kiedy tak mówisz... aż się oczy tulą —«
»A kóli czego? toć przecie... bądź zdrowa!«
»Bądź zdrów!... Uchowa
Toć Pan Bóg nas...«

Tak się ci dwoje żegnali
Onego rana,
Tak się ci dwoje żegnali:
Ona wróciła do dom zapłakana,
Jako ta zlana
Srebrzystą rosą roślinka; on w dali
Zginął pod miastem... Nie długo
Może w »Kolberku« albo gdzieś w Szczecinie
Jak listek zginie,
Co spada z drzew...
»Królewskim sługą«