Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
53
Z FLORY SWOJSKIEJ

W jakiemś zamgleniu zasępionem, głuchem...
Za wsią, przy »błocie«, przy bagnie —
Przy tem »jeziorku«, przy tym grzązkim stawie,
Co w miękkiej trawie
Między sitowiem
W spokojnym śnie,
Czysto, by jagnie
Pomiędzy sianem, spoczywa... »Nie powiem,
Ale to serce, jakby kto, o luby!
Zamknął je w śruby
Tak ściska mnie!...

Czytałam w jakiejś książczynie,
Że w taką chwilę —
Tak w onej stało książczynie —
Gdy kto przed sobą ma nie dwie, trzy mile,
Lecz drogi tyle,
Że człowiek prawie aż w zamysłach ginie,
A jest, jak — my tu oboje —
Niby wiesz, luby, że na drogę oną
Dobrze jest pono
Wziąć ku pamięci
Ten kwiatek, wej!...
O życie moje!
O doloż moja!... Niech strzegą cię święci
I ten Pan Jezus, co strzeże owieczek!
A ten kwiateczek
Na sercu miej!«

I tak się schyli ku łące
I zerwie kwiatek,
Z pomiędzy trawska na łące,
Aż łokieć błyśnie z pod płóciennych szmatek,
Aż na ostatek
Tego żegnania spłonie twarz w gorące,
Jak ranne niebo, kolory,
Jak wej! to słonko wrześniowe, co wschodzi