Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
27
Z CHAŁUPY

Jaka rozkosz i jakie to gody!...
O ma złota!...« »O mój ulubiony!...«
Ach! że drżą aż leszczyny i klony
Na tę miłość, tę słodszą nad miody...

Ale potem... ci ludzie!... cóż z tego?...
»Żal mi tylko warkoczka czarnego,
Żal warkoczka, co zakrył mi oczy —«

I w łzach cała; swachy czepią, pieją,
Brzmi muzyka, tańczy lud ochoczy,
A stolarze w lot kolebkę kleją...


IX.
Codzień chodzi, czy pogoda sprzyja,
Czy mu oczy tumanią zamiecie;
»Pani-matko!« słania się kobiecie,
A do córki: »gwoździczek, lelija!...«

Na odpuście zaloty zapija.
Szczęśliwszego niema w całym świecie;
I córeczka płoni się, jak kwiecie,
A matusia wargi w uśmiech zwija.

I drą pierze, przędą len kudłaty,
Trza wyprawy: koszuli, pierzyny —
Ślub za pasem... gdy wróci jedyny.

Ale Wojtka — wzięli go w sołdaty —
Do powrotu nie przynagla serce:
Gdzieś w Szczecinie oddał je »pomerce«.


X.
»Oj, ja biedna, jak oset na grzędzie!
Któż się doli sierocej pożali?
Matuś żyta, ni owsa nie siali,
Niema sprzętów, wesela nie będzie!