Strona:PL James Fenimore Cooper - Na dalekim zachodzie.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czynem było udanie się na platformę. Badawczym wzrokiem oglądali się dokoła, obserwując jezioro, na którem martwa panowała cisza. Chcieli już wrócić do wnętrza forteczki, gdy nagle spostrzegli w znacznem oddaleniu coś występującego po nad wodę. Po chwili uważnego wpatrywania się, poznali w tym przedmiocie dwóch indyjskich wojowników. Stali oni na małéj tratwie i zdawało się, że są bezbronni. Cóż mogło sprowadzać tu tych dzikich gości? Natychmiast wszyscy w forteczce śpiesznie przygotowali się do obrony, gdyż niewiadomo było, czy za tratwą nie dąży większy jaki oddział Indjan. Nawet dziewczęta, które zdążyły tymczasowo wstać i ubrać się, przeraziwszy się wielce spodziewanych odwiedzin, uzbroiły się w fuzje. Czyngachguk pozostał z niemi w forteczce, podczas gdy Sokole czekał nieprzyjaciela na platformie.
Gdy poruszająca się leniwo tratwa nie więcéj już nad sto kroków była oddaloną od budowli, zawołał Sokole oko do obu stojących na niéj Huronów: „Mówcie, w jakim zamiarze przybywacie tu na tych klocach?“
„Przybywamy do was nie jako wojownicy,“ odpowiedział jeden z nich, imieniem Riwanoak „owszem, chcemy porozumieć się z wami na drodze pokojowéj względem dwóch mężów z waszego domu, których pochwyciliśmy w naszym obozie, a którzy przez szczególną łaskę naszego wodza mogą być wypuszczeni na wolność za odpowiednim okupem.“
„Więc bądźcie pozdrowieni, Irokezowie, w