Strona:PL James Fenimore Cooper - Na dalekim zachodzie.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Po téj rozmowie podniósł się młodzieniec i z pomocą dziewcząt doprowadził forteczkę do możliwie obronnego stanu, aby w każdéj chwili być gotowym do odparcia napadu. Poczem spokojnie już czekał na godzinę schadzki, wyznaczonéj mu przez Czyngachguka.
Dzień powoli upłynął; zapadł wieczór; godzina schadzki zbliżała się coraz bardziéj. Sokole oko ukrył łodzie w obrębie palisad i zamknął wszystko w domu tak mocno, że bez użycia szczególnych narzędzi trudno było do środka się dostać. Następnie wraz z dziewczętami, które go nie chciały opuścić, wsiadł do arki i wypłynął na jezioro. Dął lekki wiatr; w niespełna więc pół godziny arka przybiła do miejsca, wyznaczonego na spotkanie. Zaledwie ostatnie promienie słońca znikły po za górami, gdy Delawar ukazał się w głębi lasu, a po kilku chwilach stanął już na nadbrzeżnéj skale, wyglądając wspaniale w pełnem uzbrojeniu. „Dzięki Bogu, Wężu, że przychodzisz.“ przemówił doń Sokole oko, prowadząc go na arkę, którą też natychmiast dla bezpieczeństwa odepchnął od brzegu.
„To Delawar Czyngachguk!“ przedstawił Sokole oko gościa dziewczętom, które też go z wielką uprzejmością przywitały, poczem bezzwłocznie udały się do kajuty, zostawiając mężczyznom zupełną swobodę pomówienia o wzajemnych interesach i naradzenia się.
Między innemi, opowiedział Czyngachguk, że po drodze do jeziora napotkał oddział Irokezów, jak się zwą również nieprzyjacielskie plemiona