Strona:PL James Fenimore Cooper - Na dalekim zachodzie.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bronić arki i forteczki dopóty, dopóki oficerowie stojących w pobliżu załóg nie otrzymają wiadomości o tych wypadkach i nie podążą nam z odsieczą,“
„Ach,“ westchnęła Judyta, „więc aż do tego przyszło! Opowiedz nam, proszę, wszystko, co wiesz o losie pojmanych!“
Sokole oko zdał dziewczynie krótką, lecz treściwą sprawę z wypadków, jakie miały miejsce ubiegłéj nocy; Judyta i Hetty słuchały słów jego z natężoną uwagą, nie zdradzając wszakże swego wzruszenia żadnemi przesadnemi oznakami. Gdy Sokole oko skończył swoje opowiadanie, długo siedziały, pogrążone w bolesnéj zadumie, lecz zwolna opamiętały się, podniosły i zaczęły krzątać około śniadania, gdy tymczasem Sokole oko doprowadzał broń swoją do porządku.
Przy śniadaniu pierwsza odezwała się Judyta: rzekła ona, zwróciwszy się do Sokolego oka: „Mówiłeś nam o Czyngachguku, wodzu delawarskim. Czy sądzisz, że możemy zaufać temu Indjaninowi?“
„Z największą pewnością, tak zupełnie, jak mnie samemu,“ odparł Sokole oko. „To serce szlachetne, jakich mało wpośród Indjan.
„Co też oznacza to dziwaczne imię: Czyngachguk?“ zapytała ciekawie Hetty.
„Wielki wąż,“ odpowiedział Sokole oko. „Nazwano go tak z powodu wielkiéj jego przebiegłości. Właściwe miano jego jest Unkas; pochodzi on z starożytnego rodu indyjskiego.“
„Skoro jest tak mądrym,“ odezwała się Judyta, „to możemy w nim mieć dzielnego obrońcę.“