Strona:PL JI Kraszewski Nad przepaścią.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Waćpan, jak ja, nie masz na świecie nikogo... — a przecież nas dwoje węzeł krwi łączy... Uważaj-że mnie nie za obcą od dzisiejszego dnia ale za krewną, za ciotkę najbliższą..
Może ja się wam przydam na co, a wy mnie bardzo, bo przez was do życia i świata powrócę, których się wyrzec musiałam. Wszyscy, ktokolwiek się do mnie zbliżył, byli interesowani, waćpan nic nie wymagając okazałeś mi współczucie... Niech-że ja mu się wywdzięczę...
Wyrazy te drżącym głosem wyrzeczone, nieśmiało — podziałały na Żabca można powiedzieć cudownie. — Słuchał ich naprzód zdumiony, zdając się nie wierzyć uszom — potem mu się zmieniło oblicze, zbladł, zaczerwienił się, oczy się zapaliły — położył rękę na sercu, chciał mówić i nie mógł. Złożył tylko ręce przed Winnicką i szeptał:
— A! dobrodziejko moja — życie, życie mi przywracasz! — Jest-że to prawdą? Miałżebym ja w istocie pozyskać w tobie współczucie, opiekę, rodzinę... ja więcej nic, nic nie potrzebuję, tylko aby się do kogoś, do czegoś przywiązać...
Przykląkł przed nią.
— Na Boga! ciągnął dalej z exaltacją, której nie był panem. — Nie miejcie o mnie fałszywego pojęcia — nic, nic nie potrzebuję, wszystko gotów jestem poświęcić, byle mnie ktoś przyznał za swego, bylem sam tak zaparty na świecie nie został... Całem życiem wam za to będę się odsłu-