Strona:PL JI Kraszewski Nad przepaścią.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

giwał... To dobre słowo wasze uratowało mnie, jest dla mnie zbawcze...
Czuję się odrodzonym, nie jestem sam... Teraz znajdę w sobie siły, aby się przemęczyć na wsi, wziąć do pracy... zdolny jestem do wszystkiego co mi każecie.
Zmienił się tak nagle, że Winnicka patrząc na niego, widząc, jakiego cudu dokazała... uczuła się szczęśliwą.
— Panie Aureli, poczęła mówić — kochany siostrzeńcze... — wierz mi — że to pierwsza chwila od straty moich dzieci, w której się czuję na świecie potrzebną i życia znowu pragnę... Ufaj mi... nie jestem egoistką... alem i ja, jak ty potrzebowała serca, uczucia... a karmiono mnie kłamanemi grzecznościami.
Niech mówią co chcą na starą Winnickę, przekonasz się, że ona kochać umie i to ją czyniło nieszczęśliwą, że jej poczciwie nikt kochać nie chciał.
Aureli całował ją po rękach rozpromieniony...
Stała się tedy rzecz cudowna... Jedno słowo, które się Winnickiej wyrwało z serca, zmieniło człowieka, zatrzymało go na skraju przepaści, gdy już o życiu zwątpił — odrodziło go..
— Pojadę teraz na wieś z ochotą — zawołał. Wszystko co los zrządził, dobrze się stało... Dzierżawa ta była potrzebną. Muszę się zrehabilitować i okazać, żeś, kochana ciotko, nie zupełnie niegodnego ocaliła. Jedno twe słowo serdeczne dokazało tego...