Strona:PL JI Kraszewski Nad przepaścią.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

natury“ głosowało za przybraniem dla ożywienia — teatralnych żeńskich znajomości, a te w resursie nie mogły się pokazać same... — resursę więc zmieniono na pierwszorzędną restaurację.
Liczba osób mających uczestniczyć w pożegnaniu wzrastała, z nią razem i rozmiary uczty, która do zbytku skromną być nie mogła. Wymagało to parę dni przygotowań, odłożono — a Aureli spał na kanapce i chodził po pustych pokojach. Gniewało go w końcu i uroczyste żegnanie, gdyż zmuszało do wyjazdu. Kości były rzucone... Pożegnany musiał się oddalić.
Z dnia na dzień tak zwłócząc ukazał się znowu u ciotki.
Sam nie wiedział jak tam zaszedł — wstydzi się, począł tłumaczyć, ale Winnicka przyjęła go z niekłamaną radością...
Za każdym razem obchodziła się z nim poufalej, a tego dnia... miała niemal łzy w oczach.
— Aż mi wstyd — odezwała się w końcu do niego. — Tyle w życiu doznałam zawodów od ludzi, serce już dla nich zamknęłam — od rodziny nawet odłączyłam się zupełnie, a waćpan, panie Aureli, poruszyłeś we mnie jakieś fibry... zdrętwiałe...
Nie może to być tylko skutkiem tego, że waćpan nie kłamiesz uczucia — i że masz w gruncie serce poczciwe. Szczerze mi was żal!
Tu głos jej zadrżał, spuściła oczy, jakby zasromana... i nieśmiało dodała: