Strona:PL JI Kraszewski Murowanka.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— A więc potrzeba pójść do głębi, zbadać istotę rzeczy, stać się inkwirentem...
— Jestli to możliwem?
— Zawsze, temu kto chce tylko — odparł Julian. — Ale to najgorzej, że to, co zowiemy cudzemi sprawami wcale nas nie obchodzi, żeśmy egoiści zakamieniali, że wszystko dla nas obce, co naszego ja nie dotyka, że idąc około jęczącego podróżnego, Samarytanin chyba rany opatrzy, a reszta społeczeństwa mówi sobie, mijając go: na to jest warta, na to jest urząd, na to są powiatowi lekarze, żebyśmy my mogli nie mieć serca i zdawszy na nich miłosierdzie i lekarstwo spokojnie zająć się swojemi sprawami.
— Cóż ty chcesz? — spytałem.
— Abyśmy my młodzi chociaż byli ludźmi! — zawołał — kiedy starsi są lalkami, z których się po drodze sypią otręby tylko.
Na te właśnie wyrazy weszło kilku naszych towarzyszów.

IX.

— Juljan — rzekłem witając ich — wytacza proces całej ludzkości, za jedno biedne uwiedzione dziewczę...
Nie spodziewałem się, aby młodziuchny nasz kolega tem się obraził.
— Nie za nią jedną, szyderco! — krzyknął — ale za wszystkie bezkarne zbrodnie, które chodzą po świecie, czoło podnosząc bezwstydnie... Jeśli jest złe, myśmy winni.
— Kto? — spytał chłodny i starszy od nas Walenty.
— Wy... młodzi.
— Różne rzeczy trafiało mi się słyszeć i czytać — zimno odparł Walenty — ale nie obwinienie młodzieży o występki świata... Wytłumacz się Juljanie.
— Żebyście szydzili.
Podniosłem się, żeby go uścisnąć. Julek, widząc uczucie z jakiem zbliżyłem się do niego, ucałował mnie z zapałem.
— Cierpliwości! — rzekł — wysłuchajcie sprawy, potem powiecie, czy ja dwudziestoletni marzyciel mam słuszność czy nie... Już nawet dziś, domyślam się więcej niż pojmuję, że nie wszystko możliwe co nam błyszczy jako ideał, że młodość jest kwiatem aloesu utopii, ale z utopij dzisiejszych kraje się sukienka dla jutra w kolebce. Utopią dla pogan tyberyuszowych czasów była nauka Chrystusowa, i dla dzisiejszych pogan kłaniających się złotemu cielcowi egoizmu jeszcze więcej jest utopią... To co ludzie potrafili zrobić na swój użytek z boskiej nauki, sposób w jaki ją przykroili do swojego wzrostu, jest najsmutniejszem świadectwem ich niedołęstwa... Chrystus wolałby jeszcze raz przyjść na świat, aby wytłumaczyć im, że słów jego oszpecać się nie godzi, a zmniejszać nie wolno...
— Ale mów o co ci idzie? — spytał Walenty.
— O co mi idzie, tom już stokroć powtarzał. Gdy się wielkie zgorszenie dzieje wśród ludzkości — rzekł Juljan — czy bezkarność jego nie spada na całe społeczeństwo? Czy raz nie powinno ująć się za niewinne ofiary i wystąpić jako sędzia i mściciel?...
— Stój — rzekłem — a swoboda ludzka?...
— Jest dosyć swobody, gdy się czyny spełniają; po dokonaniu ich nie rozumiem swobody zbrodni, urągającej porządkowi i moralności.
— Ale zkąd mu to wszystko przyszło? — spytał Walenty.

X.

— Posłuchajcie cierpliwie — zawołał Juljan — sądzić będziecie potem; powiem wam myśl moją. Rzucał dawniej kościół klątwy na nieszczęśliwych, którym ognia, wody, dachu i chleba odmawiano;