Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 04.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kochany we wsi, miał sobie mieszkać w domku który kazał budować niedaleko osady Nowin w pięknym gaju brzozowym; matka jechała do Warszawy z Lizią i przy Strumiszach żyć chciała, dokąd wiedziała dobrze, że i pan Erazm, który się zaklinał że z Zakala nie wyjedzie, przybyć musi zatęskniwszy po swoich.
Ale wprzódy jeszcze powiedzmy o Konstancji i Stanisławie. Hrabia umierając zostawił jej najniespodzianiej dwakroć sto tysięcy prostym długiem, a ta suma, choć nie zwracała jej ani połowy tego co utraciła, uczyniła ją przecie niezależną.
Za pozwoleniem ojca Stanisław oświadczył się, i choć cała rodzina i opiekunowie mocno byli przeciwni zamąż-pójściu jej, Konstancja z łagodnością odpowiedziawszy im, że nie zerwie danego przez nią słowa, — wytrzymała rady i perswazje, a nakoniec podała rękę u ołtarza szczęśliwemu Stanisławowi.
Państwo młodzi mieszkać mieli w Zakalu, a stary nawet myślał bardzo przezwać to miejsce Balogrodem, co jednak do skutku z różnych powodów nie przyszło. Swoję tylko nową sadybę za Nowinami uparł się i ochrzcił Hoczwią, na pamiątkę owej Hoczwi i Sredny, którą przodek jego Mikołaj wziął po pannie Zdowskiej.
Z połączeniem Lizi i Strumisza więcej było trudności, bo tu niemal prosić i zaklinać trzeba było Jana, żeby na swoje szczęście pozwolił, tak drżał by go nie posądzono o rachubę, by mu nie wyrzucano niewdzięczności i zdrady.
Dla spokojności mieszkańców Zakala i to było wielkiem szczęściem, że po śmierci hrabiego straciwszy opiekuna, pani Supełkowa z mężem wynieśli się nietylko z Supówki, ale wyjechali do jakichś krewnych na