Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 03.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czy robisz! Cha! cha! żart na bok, co tu mówić długo! Dyferencja dobrze to wiecie należy do nas... nie ma co darmo się durzyć. Podziękujecie jeszcze jak wam zostawiam Ciemierne... Wszak zapewnie wiesz gdzie szła stara granica?
— A wiem! zawołał Parciński wesoło, zajmowała ona aż wioskę Radziwiłłowską Zamulanie: książę Mikołaj Krzysztof czy Krzysztof Mikołaj gwałtownie zajął Szujskim lasy ich, a Fedor oddał za swoje i zniszczywszy ślady gwałtu przywrócił co nam należało.
— E! to Waćpan te rzeczy tak bierzesz? ale ba! zobaczym co się okaże na gruncie, rzekł Hubka. O księciu Mikołaju Krzysztofie to bajka.
— Tak jak o zaborach kniazia Fedora...
— Ciemierna stoi na naszym gruncie.
— A Zamulanie na naszym...
— No! to się nigdy nie porozumiemy, westchnął dobywając papieru z kieszeni Hubka, rzucił okiem szyderskiem na Parcińskiego i podał mu jakieś pismo; chyba Waćpan to przeczytaj...
Plenipotent rzucił okiem i pobladł.
— Jakto! zawołał, był układ z Sulimowskim?
— A widzisz Waćpan że był! — uśmiechając się rzekł Hubka — ot! jak rzeczy stoją.... a co teraz pan powiesz?
Parciński usta zaciął.
— Czemuż granica nie przeprowadzona, linja nie wycięta, dokument nie aktykowany?
— Dobra wiara! dobra wiara! — rzekł zimno Hubka — tak stoją rzeczy! pan Bal wchodził w prawa i zobowiązania się hrabiego Sulimowskiego, a zatem dopełni nam co tamten przyrzekł...