Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 03.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dobrze fortunki nadszastał, wstyd mu było się cofnąć jakoś z zajętego stanowiska, córkę wydał nie bogato, począł się oszczędzać po cichu, ale nie zmienił trybu życia.
Człowiek ten taką miłość u ludzi, tak powszechny zjednał sobie szacunek, że nie było sprawy, sporu, trudności, którejby nie rozsądzał, którejby u niego nie zapijano i nie zajadano. Nieprzyjaciół cale nie miał... ale któż może powiedzieć że ma przyjaciół?
Podstoli zestarzał tak wśród szału życia jakiego już dziś nie widać, nie wiem czy prócz godziny spędzonej w kaplicy miał czas kiedy myśl zebrać i rozmierzyć ścieżkę którą szedł... Drzwi się nie zamykały od rana do wieczora, goście płynęli, a jeśli dnia którego ich jakim wypadkiem zabrakło, podstoli okręcał się sutym pasem i nie mogąc już znieść samotności, jechał w sąsiedztwo.
Wydawszy córkę, nadtraciwszy majątku, nie umiał się powściągnąć; — ludziom owych czasów koniecznie potrzeba było czynnego życia, tworzyli je sobie z czego mogli.
Córka podstolego po trzyletniem pożyciu, poprzedzając męża do grobu o rok, umarła, starzec odchorował śmiertelnie te straty i nie powstał, aż mu poczciwy kanonik D... jego przyjaciel przyniósł na ręku pozostałą wnuczkę sierotę. Łzy które mu z oczów wytrysły i uczucie obowiązku, przywołały go do życia.
Powstał z łoża i pierwszy raz może pomyślał o pracy, o dźwignieniu majątku, o interesach... W takiej to chwili krewny podstolego przez żonę, która była rodzoną siostrą jego, przybył do szwagra... Łatwo odgadnąć że to był hrabia Sulimowski. Scenę którą opiszę,