Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 03.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ V.

Grube sieci, niespodzianka, odwiedziny.

Nazajutrz z małemi bardzo odmianami powtórzyło się przyjęcie dnia pierwszego, a po objedzie wyjechali państwo Balowie. Zmora który ich godziną wyprzedził, bo polecenia hrabiego nie mógł spełnić w Sulimowie, pod pozorem zepsucia czegoś w bryczce, zatrzymał się w karczmie o mil parę i tu czekał na pana Bala. Obrachował on, że tu staną zapewne i postanowił nie naprzykrzając damom, wziąć na bok kupca, by zręcznie podrzucić mu myśl tak pilnie potrzebną.
Że między Sulimowem a Zakalem nie było porządniejszej gospody, a dwie mile piasku koniecznie wytchnienia dla koni potrzebowały, powóz istotnie się zatrzymał, panie wysiadać nie chciały, pan Erazm zobaczywszy Zmorę, kazał sobie otworzyć i poszedł do niego. Pan Teofil rozłożył się zupełnie w gościnnej izdebce i na podróżną zapraszał herbatę; zdała się ona bardzo po objedzie, który ubawił oko, ale nie nasycił żołądka. Usłużny kawaler pobiegł do karety spytać panie czy