Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 03.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ III.

Odwiedziny nie bez celu.

Wyjście z kościoła pełne było zamieszania, jedni nie chcieli być pierwszemi, drudzy pragnęli stanąć na cmentarzu i czyhać tam na wychodzących; Hurkotowie wahali się czy uciec żeby niepozornego nie pokazywać powozu, czy pozostać dla postrzeżeń; Dankiewiczową zasiadła hrabina i oddzieliła od męża, niepodobna się było naradzić. Państwo Balowie wprzód jeszcze powiedzieli sobie, że wyjadą ostatni, niechcąc cisnąć się przez tłum i ocierać o nieznajomych sąsiadów: hrabiowie wyszli zaraz, ale stanęli na przesmyku niby rozmawiając z kuzynkiem Zmorą, ale tak się umieścili, by ich minąć było niepodobna.
Kościołek był wreszcie próżny ale cmentarz pełen jeszcze, gdy niemogąc pozostać dłużej, wyszli nowo przybyli... Wymknąć się niewidzianym, jak chciała pani, było niepodobna, a Bal też sobie nie życzył, bo rad był wobec wszystkich powitać hrabiego.