Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Starosta Warszawski.djvu/438

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Książę w dziedzińcu pałacowym kazał ustawić koło i szlachta jak z processyą idzie do szlifierza... Będą jak brzytewki!
Pokręcił wąsa.
Brühl milczał.
JMPan Szuksta strukczaszyc lidzki, którego to bolało, że sam jeden dotąd się nie odezwał, wtrącił téż.
— Książę pan miłościwy, takiego animuszu na jutro, jakeśmy go nie widzieli od ostatniego zajazdu... o którym nie pora tu prawić... Bóg świadek i dzisiejszy dzień nie byłby nas takim wstydem nakarmił, gdyby nie wyraźne rozkazy J. Kr. Mości i pana ministra. Byłoby się hydrze od razu łeb ucięło, i to bez metafory...
To mówiąc ryknął pan strukczaszyc lidzki śmiechem potężnym, aż się po całym domu rozległo...
Brühl był tak zakłopotany, że dla wyjścia z położenia trudnego, nie znalazł innego środka, tylko ująć za kielich i wypić zdrowie księcia wojewody.
Litwa zawtórowała, aż się okna wstrzęsły, bo wszyscy już byli pod dobrą datą — kobiety w salonie choć poznały, że to był wybuch i manifestacya radości wielkiéj — zadrżały z obawy... Zatém Litwini, nie dając się zatrzymać i oświadczywszy że książę w pałacu swym będzie oczekiwać na hrabiego z całą komitywą, submittowali się i hałaśliwie wyszli wyprowadzeni przez Sołłohuba...