Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Starosta Warszawski.djvu/425

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




IX.



Sołłohubowa przybywszy wpadła cała jeszcze rozgorączkowana, oburzona, na pół pijana i niemal osłupiała, znajdując cześnikową najspokojniéj w świecie pokaszlującą nad albą, którą na kolanach trzymała. Dumont zabawiała ją czytaniém świątobliwém, od którego doznawała spazmów.
Gdy piękna Marya, z rumieńcami wypalonemi na twarzy, z ogniem w oczach, wbiegła do saloniku, pani Brühlowa przelękła się nieco.
— Co ci jest moja Maryniu? co się stało?
— Jak to? to ty nic nie wiesz? ty tu siedzisz spokojniuteńko... a tam, tam na sali rwali się ludzie rozwścieczeni na twojego męża... twój mąż... a! co on cierpieć musiał! Gdzież on jest? powinien był powrócić? nie wrócił?