Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/651

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nikt z królów nie rzekł nic, aż po długiém milczeniu król Złota zwrócił się do króla Mirry.
— Bracie, myśmy życia zapomnieli, a może i nie znaliśmy go siedząc na wyżynach, z których tylko wierzchołki dostrzegaliśmy. Nie wina więc nasza, żeśmy pobłądzili.
— W czém? — odparł król Mirry.
— Zamiast nieść wybranym tak samo, jak Chrystusowi Panu wszystkie trzy dary razem, myśmy każdy zosobna obdzielali ludzi bogactwem, sławą i goryczą. Z tego trojga twoja tylko mirra jedna okazała się naturze człowieka zbawienną. Zmieńmy więc obyczaj i zamiast każdy z nas zosobna, darzmy wszyscy razem naszych wybrańców. Trochę złota, trochę sławy, trochę goryczy, pewniéj ich szczęśliwemi uczyni...

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Taki był pomysł dramatu do szopki akademickiéj, napisanego z wielką werwą, przez Beppa, który uważał swoję elukubracyą za arcydzieło.
Tymczasem, choć słuchaliśmy go cierpliwie, gdy nareszcie dokończył i zwycięskim wzrokiem potoczył po słuchaczach, w których licu spodziewał się czytać uwielbienie, zdumiał się oziębłości wypiętnowanéj na twarzach.
— Strasznie to górnolotne! — rzekł pierwszy Teofil. — Gdzieżeś ty widział, aby co podobnego w ludowéj szopce mogło ujść, być zrozumianém i ocenioném. Zrób z tego, co chcesz, choć mnie się zdaje, że z tego, jak bicza z piasku, ukręcić nic nie można.
Zmarszczyło się straszliwie lice Beppa.
— Nie rozumiecie nic! — zawołał — jesteście ludźmi rutyny i zacofania...
— Cała fabuła — odezwał się drugi z towarzyszów — sztucznie naciągnięta, a tak sklejona, że w niéj niepodobna uniknąć nieustannych nieloiczności i kontradykcyi. Ci królowie tacy są symplicyusze, że muszą aż zobaczyć, aby się dorozumiéć najprostszych rzeczy, ta wędrówka ich z niebios dla rekreacyi..
Ruszył ramionami, niektórzy śmiać się zaczęli,
Beppo gorączkowemi ruchami zgarniał porozrzucane karty swojego rękopismu, dusił je, miął, łamał i pakował za pazuchę.
— Dajcież mi pokój! — zawołał — z waszą głupią szopką, i z całą tą niedorzeczną zabawą... Wolicie żyda i żydówkę, dyabła i czarownicę? de gustibus non est disputandum, a ja z tego zrobię...