Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie przywiązując ściśle znaczenia prawdziwego do wyrazów; — biedny téż teraz, kto pisze.
Tak-em znów myślał, wychodząc z żalem z pracowni naszego Verneta — czas już było! A tyle tam jeszcze szkiców zostało na ścianach nie obejrzanych, tyle zapewne rysunków po szufladach, w których zapewne miło-by ścigać było myśl artysty i historyą jego obrazów. Ale obcy i natręt, musiałem wychodzić, a gdy znowu ujrzałem przed sobą owego duńskiego psa w przedpokoju, zdało mi się, żem się z rzadkiego snu przebudził. Gdyby mi na pociechę został był choć kawałek papieru zarysowany i podjęty z podróży! — ale nawet ani tego.

Warszawa, październik 1838.