Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


biskupowi jak wczoraj! całe miasto o tém gadało! Prawdziwie — dodała pogardliwym tonem — mizerne starostwo takiego poniżenia się nie warte!
— Ale bo téż pan hrabia!... — odezwała się Lizetka kiwając głową.
Znowu turkot na dziedzińcu, Lizetka wyjrzała.
— O! to paryska zielona kareta hrabinéj.
— Chwałaż Bogu — przerwała Emilia, poprawując nieco szlafroka i przelotnie spojrzawszy w źwierciadło. — Przygotuj czekolady, moje dziecię!
— Otóż idzie, idzie! — i to mówiąc, ogromny woal czarny zarzuciła na stół i pokryła nim rozłożone wytworne cacka.
Weszła hrabina Palmira; była to kobieta wysokiego wzrostu, ale już nie bardzo młoda; twarz jéj, nieco podobna do portretu pani de Maintenon, przetrwała młodość bez wielkiego szwanku. Czarne oczy, nos mały, usta ściśnięte, wszystkie rysy twarzy niezmiernie regularne, nadawały jéj minę bardziéj nakazującą poszanowanie, niż miłość. Hrabina Palmira była ładna, bardzo ładna, jak na swój wiek, ale zawsze były to tylko piękne ruiny Palmiry. Przeciwny zupełnie wyraz nosiła twarz Emilii; jéj wdzięki podobniejszą ją czyniły do Ninon de l’Enclos lub Maryi Stuart. Wiele dowcipu, wiele lubieżności i trochę miłego smutku, rozlanego po całéj twarzy, nagradzały sowicie mniéj regularne rysy twarzy.
— Dzień dobry!
— Dobry dzień!
I obie uścisnęły się serdecznie, z uśmiechem bardzo łagodnym, a potém rzuciły na siebie ukradkiem wzrok zazdrosny, jakby się zjeść chciały. I nie dziw: były to pojednane rywalki.
— Jakże dziś pięknie wyglądasz!
— Jak świeżą masz cerę!
Potém obie panie powtórzyły z małą odmianą znajomą scenę komedyi Moliera, a Lizetka, która uczyła się w przedpokoju hrabinéj kursu znajomości serca ludzkiego, śmiała się z nich w duchu.
— Wszystko się doskonale składa — odezwała się nareszcie Palmira. — Książę Józef nie przyjmuje dziś gości, wyjedzie gdzie może sam na kilka godzin, potém wróci wieczór do domu. Mój François namówił kamerdynera, dadzą nam znać.
— Będzie to wyborna siurpryza!
— Ach! doskonała! — To mówiąc Palmira rzuca wzrok ciekawy na stół, radaby przebić oczyma okrywającą go zasłonę, ale pani domu zwraca natychmiast rozmowę na dworskie nowiny...
— Król czy zdrów?
— Mówią, że chory po baraninie czwartkowego obiadu.