Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


4.  IMIENINY.
(OBRAZEK HISTORYCZNY).


Il n’y a point de héros pour
son valed de chambre.
Prov. Français.

Był to sobie dzień 19 marca 179... pogodny, mroźny; słońce już było zeszło, ósma godzina wybiła, kiedy hrabina Emilia, przeciw zwyczajowi swemu, obudziła się i nawet wstawać myślała, co w życiu kobiety wielkiego tonu było jeśli nie cudem, to arcy wielką rzadkością. Ledwie piękne czarne oczy otworzyła i białą rączką przetarła je od niechcenia, pociągnęła za sznurek dzwonka, wiszący nad ozdobném jéj łóżkiem i podniosła się z uśmiechem na ustach.
W chwilę lekki, ale szparki chód odezwał się w przedpokojach, słychać było otwieranie drzwi, i ładne dziewczę, garderobiana pani hrabinéj, weszła do pokoju, ubrana od niechcenia w biały ranny szlafroczek.
— Dzień dobry pani.
— Dzień dobry, moje dziecię. Podejmij firankę tego okna do połowy i powiedz mi, która godzina?
Lizetka spojrzała na zegareczek zawieszony u pasa i potrząsając głową, zbliżyła się do hrabinéj.
— Cóż to ósma?
— Ósma! dawno to już pani o téj godzinie wstawała, ale dziś... Służąca lękała się dokończyć słowami, figlarnym tylko uśmiechem, mającym w sobie ziarnko pochlebstwa, zamknęła mowę...
— Jakże téż dziś wyglądam, Lizetko?
— Przedziwnie, jakby w ośmnastym roku; jeśli mi pani nie uwierzy, może się zapytać źwierciadła...