Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Bajbuza 02.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


posyłać raczysz — mówił — do innych krain, przez cudzoziemce targujesz, albo pono przedajesz nas W. Kr. Mość, a rzeczpospolita dlatego przysięgłe pieczętarze mieć chciała, aby żaden list królewski bez wiadomości ich nie był pisany, ani posłany“.
Naostatek nawet groźbą zakończył to ostre nader przemówienie, przypominając, że królów niedotrzymujących przysiąg, wyganiano z korony, a innych w ich miejsce wybierano.
„Jeżeli więc i W. Król. Mość nie obaczysz się, ani poprawisz, nam nie pozostanie nic, tylko W. Król. Mość za morze wyprawić…“
Był to łabędzi śpiew wielkiego męża, przejęty goryczą, jaką go napoiły lata ostatnie, a zakończenie jego brzmiało uroczyście jak modlitwa:
„A wy cnotliwe dusze Tarnowskich, Tęczyńskich, Ostrorogów, jakich już dziś nie widzimy, którzyście niegdyś wiernie ojczyźnie służyli, a dziś w wiekuistej chwale na oblicze Boga patrzacie, uproście nam, ojczyźnie naszej, wspólne pomnożenie szczęścia w domu, zwycięztw nad nieprzyjacioły“.
Można sobie wystawić, jak na to usposobienie umysłów, z którem sejm się zebrał, podziałać musiała mowa ta, z otwartością nieograniczoną wygłoszona, którą chciwie pochwycono komentowano, roznoszono, zwiększając nawet jej znaczenie.