Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Bajbuza 02.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Była w niej w istocie nieubłagana, ostra, może za rzeźko i nieopatrznie ale z potęgą wielką wypowiedziana prawda. Naganiał surowo Zamojski zadarcie się z Moskwą o Dymitra Samozwańca: „Dziś, niektórzy ichmość, mimo woli stanów wtargnęli do Moskwy, jakiegoś Dymitra na tron prowadzą. Słyszeliśmy, że ten Dymitr był zadławiony, dziś znowu żyje! Cóżto, czy jaką komedyę Plauta lub Terencyusza grają przed nami!“
Przypomniał hetman, że radził przymierze z Iwanem Wasilewiczem uczynione zachować.
Mowa jego, można powiedzieć, sejmowi cały jego charakter nadała. Śmiałość Zamojskiego pobudzała też innych do odwagi. Posłowie zawezwani do izby senatorskiej, odmówili przyjścia, pókiby im godnego ich miejsca nie uczyniono.
Spierano się o wszystko, i już przewidzieć było można, iż sejm zamiast sprowadzić uspokojenie w umysłach, zwiększy rozdrażnienie i zasieje niebezpiecznych roszczeń ziarno.
Skończyło się na tem, że coraz mocniej się rozgorączkowujący posłowie poszli do grodu i artykuły przeciwko królowi podawszy do ksiąg, powrócili tylko pożegnać Zygmunta, rozjeżdżając się do domów.
Mówiono, że król potem zapłakany wyszedł z sali.
Nikt nie przewidywał wszystkich następstw tego nowego rozjątrzenia i rozdarcia, ale na dwo-