Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Bajbuza 02.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wało czuć, rozdział się tworzył i dwa obozy przeciwne. Dotąd bowiem jedno w rzeczypospolitej szlachectwo było, a w niem stopnie dawała tylko zasługa pojedyńczym ludziom. Nie było dostojeństw dziedzicznych i tytułów żadnych. Panowie zaś, którzy jeżdżąc po krajach obcych napatrzyli się i nasłuchali różnych zaszczytów zagranicznych, grafów, margrafów, baronów, książąt, naśladować to chcieli w Polsce i od cesarzów i królów wyjednywali sobie różne denominacye, których w domu też zażywać próbowali. Tak Myszkowscy od Gonzagów sobie ich nazwisko i tytuł wyprosili, a drudzy, jak Radziwiłłowie, mieli je od cesarzów. Szlachta na tę innowacyę niechętnem okiem patrzyła i opierała się jej jako nowy stan w rzeczypospolitej stworzyć mogącej.
Ztąd na ostatnich sejmach już coraz dobitniej między izbami senatorską a poselską czuć się dawał antagonizm, nieufność, wypowiedziana niemal walka. Panowie się więcej około tronu i króla skupiali, szlachta przy hetmanie, Zebrzydowskim i przeciwnikach rakuzkich praktyk i związków.
Zamojski głosił otwarcie niebezpieczeństwo podziału szlacheckiego stanu na magnatów tytułowanych i prosty gmin herbowny. Liczbą czując się silniejszą, szlachta przygotowaną była bodaj tłumnie i gromadnie swoich praw docho-