Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Bajbuza 02.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzić, a nowych przywilejów nie dopuścić, czując to, że magnaci absolutum dominium popierać będą.
Listy, które od Urowieckiego czasem odbierał Bajbuza, zachęcały go też, aby na sejm następny zjechał do Warszawy. Rotmistrz pisał, iż Zamojski na zdrowiu czuł się coraz gorzej i w dniu urodzin swych kończąc rok sześćdziesiąty trzeci życia, gdy mu winszowano, iż szczęśliwie klimakteryczne lato przebył, odparł wzdychając.
— Po sześćdziesięciu i trzech leciech, każdy rok klimakteryczny.
Pragnął więc mocno Bajbuza, choć o tyle się wygoić, aby módz do Warszawy zjechać dla przysłuchania się naradom. Szczypior był temu przeciwnym.
— Ledwieście wypoczęli i wydobrzeli po ranach — mówił do niego — już was tam coś ciągnie, aby się znowu zburzyć, zmęczyć i nadaremnie nagniewać na sejmie. Nie pomożecie tam nic, a ucierpicie siła.
Rotmistrz nie dawał sobie mówić tego.
— Szczypiorze ty mój — wołał — chcesz mnie tu uwędzić w Nadstyrzu, ale ja ruchu i życia potrzebuję, dajże mi, kiedym bezczynny, choć posłuchać jak drudzy pracują, a wreście i hetmana starego zobaczyć a pokłonić mu się. Urowiecki pisze, iż postarzał bardzo, posmutniał; kto wie jak długo pożyje. Zawsze na mnie łaskaw był, rad mnie widywał, chciałbym u jego boku