Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
HRABIA.

Prawie tyle, ilem ja stracił... Musiał się dobrze nieboraczek obłowić, kiedy mi dziś przyszedł się ofiarować... Ale to coś tak pociesznego, tak nie do wiary!

ADAM.

Pieniądze? miałożby go ruszyć sumienie?

HRABIA.

Gdzie tam!! Proponuje mi wykup majątku z warunkiem, żebym, — uwierzysz li temu?... a! bym córkę moją wydał za jego syna!!

ADAM.

Szalony! jakto? ośmielił się!

HRABIA.

Ha! konającego lwa osły nogą kopią, taki rzeczy porządek na świecie. Jam musiał w pokorze słuchać jego oferty i śmiać się.

ADAM.

Tak, chyba śmiać się z myśli podobnéj, bo gniewać się, doprawdy, byłoby zbytkiem honoru... Nie sądzę, by dziś nas starą szlachtę o jakąś dumę kastową pomówić można, daliśmy wszyscy dowody