Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/63

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    upojeniu tego, co mnie od rzeczywistości odrywało. Dziś, z mojéj winy jesteśmy nad przepaścią — ja, to nic — ale Amelja!

    ADAM.

    Znamy to serce anielskie, dla niego własne cierpienie niczem będzie, ale twój los, hrabio?

    HRABIA.

    Cóż ja? o mnie tu nie idzie... kilka lat życia, ostatki mętne... gdzie je spędzę, jak mi dobiegną... o! o to mniejsza... ja cierpieć potrafię....

    ADAM.

    Ale, czyż już nie ma ratunku?

    HRABIA.

    Nie łudźmy się, żadnego.... Wystaw sobie, Adamie, jak źle ze mną być musi, kiedy ten... ale tego ci lepiéj nie mówić!!

    ADAM.

    Owszem, proszę, mówcie mi wszystko....

    HRABIA.

    Znasz Jaczeńkę?

    ADAM.

    Rządzcę! przecież go znam dobrze! Ludzie mówią, że grube miał zebrać pieniądze.