Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

trzeba, zebraliśmy co kto mógł dać.... Ot... i stanie sierocego mienia na wykupienie was z niewoli!

HRABIA (z uniesieniem).

Co mówisz Prokopie! Co słyszę! Wy biedni pomyśleliście tak o mnie! Są więc serca u ludzi, jest na ziemi cnota! Oni biedni... a! Prokopie — nie wiecie, jakim mnie szczęściem napawacie.

PROKOP.

E! batku nasz rodzony! nie warto o tém wspominać! groszby u nas pleśniał darmo... nam nie potrzebny.

HRABIA.

Ofiary wdowiego grosza nie przyjmę... nie... ale mnie uszczęśliwia chęć wasza... patrzcie, łzy mam na oczach!

PROKOP.

Jakto nie przyjmiecie? Musicie kochany panie! E! to już inaczéj nie będzie! Chybabyście nas chcieli zgubić. My wam nie śmiemy robić podarku — powolnym czasem, po troszę, kiedyś, to nam i dzieciom naszym oddacie. (uśmiecha się) A my to trochę i dla swojéj skóry robiemy... nie tacy my dobrodzieje, jak się wam zdaje... i o nas téż idzie...