Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
HRABIA.

Anielskie serce twoje i na obronę tego zdrajcy cośby znalazło.

AMELJA.

Ale jakiż ci sposób podawał... niczém gardzić niepotrzeba.

HRABIA.

Raczył mi litościwą rękę podać!

AMELJA.

Zawsze to dowód jakiegoś uczucia.

HRABIA.

Zuchwalstwo! urągowisko straszliwe....

AMELJA.

Nie mogłażbym wiedzieć?

HRABIA (wahając się).

Nie mam siły się rozśmiać, ale serdecznym, konwulsyjnym śmiechem zaryczéćbym powinien na to ostatnie losu szyderstwo... Ten człowiek śmiał... nie! nie!... tyś nawet wiedzieć o tém niepowinna.

AMELJA (z dumą).

Twoja córka!! Wszakże potrafię znieść co mi los przeznaczy! Któż wie zresztą, tobie się to gorz-