Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
HRABIA.

Nie mów o tém! ohydny!

AMELJA.

Ale cóż to być może?

HRABIA.

Uszu twoich nie śmiem tem kalać!

AMELJA.

Coś strasznego? prawdziwie, jestem ciekawa!

HRABIA.

Wiesz kto tu ma być naszym następcą?

AMELJA.

Któż to taki? kochany ojcze?

HRABIA.

Ten... gbur Jaczeńko... Zebrał tyle grosza, że się już kusi o nabycie naszego majątku, ponabywał długi, oplątał nas wcześnie. On to dziś przyniósł mi tę wieść, któréj zbliżanie się jam dawno przeczuwał, ale jéj dożyć nie chciałem.

AMELJA.

Rządzca? Ale zdaje mi się, że to nie jest tak bardzo zły człowiek... prosty, gburowaty, trochę popędliwy, w gruncie jednak....