Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/104

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    ADAM.

    Milczę więc! Spełniam rozkaz, ale nie tracę nadziei! To coś strasznego i poczwarnego jak sen chorobliwy... Pan Bóg ofiary tak okrutnéj dopuścić nie może, ojciec ją odrzuci.... Ja! oszaleję z bólu! A! nie! nie! niepodobna, by się to stało! Ameljo! gdzież twoja miłość dla mnie? gdzie przysięgi nasze? W imie ich, wzywam cię, opamiętaj się, błagam, nie gub nas wszystkich...

    (przyklęka)
    AMELJA (żywo, podnosząc go).

    Adamie! Adamie! jam kobieta i słaba! kocham i cierpię! zlituj się nademną! Chciałżebyś uczuciem sprowadzić mnie z drogi, na któréj twojego potrzebuję wsparcia? Pójdę więc posłuszna twojéj woli i mojemu sercu, ale....

    ADAM.

    Ojciec nie przyjąłby takiéj ofiary!

    AMELJA.

    Wiem o tém, jeźli w niéj ofiarę zobaczy, nie przyjmie; ale ją trzeba uczynić w oczach jego maluczką, zmniejszyć, ukryć, skłamać święcie, by dokonać prawdy!

    ADAM.

    Milczę... na to już słów nie ma... jedno tylko...