Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Stare dzieje.pdf/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
AMELJA.

A! to nawet milczenie nakazane, wymówką bolesną jest dla mnie, bo ty mnie nie rozumiesz, Adamie! nie chcesz pojąć moich obowiązków i konieczności i słodyczy téj ofiary dziecięcéj.

ADAM (z uczuciem).

Aniele mój drogi, istoto wielka i święta! ja cię pojmuję, rozumiem, wielbię, zdumiewam się nad tobą, ale nie mam siły, by się podnieść do twojego heroizmu. Miłość moja większą jest nad uczucie obowiązku, przyznaję się do słabości; poświęcę siebie... ale ciebie!

(zakrywa oczy)

Zabijasz mnie, tak chłodno, tak rozmyślnie, tak nielitościwie....

AMELJA (żywo).

Ale powiedz mi, na Boga, czy inaczéj godną bym była czystego, poczciwego przywiązania twojego? Ty sam nauczyłeś mnie, że osią, na któréj się świat obraca, jest poświęcenie, ty sam wszczepiłeś we mnie ideę ofiary. Nie, Adamie, nie godzi się nam myśleć o sobie, patrząc na łzy jego; podajmy sobie dłonie i powiedzmy: do zobaczenia! kto wie... może nie na téj ziemi....

(ociera oczy)