Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz Rzym za złoto zdejmie suknie moje,
I sam je zrzucę i zdepcę pod nogi!
Wyprę się mego, wezwę inne Rogi,
Byleby mieć rękę twoję!
Tak — król mnie, bracia w te suknie ubrali,
Lecz z królem z Rzymem ze wszystkiém na ziemi,
Będę walczył dla Ryngali.
Ach! powiedz usty i sercem swojemi
Że mi przebaczysz! Jutro, dziś, w téj chwili —
Zaraz nas kapłan połączy na wieki —
Potém ucieczem z tobą, w kraj daleki
Gdzieby Rzym, króle, bracia, nie gonili!
I tam żyć będziem ach! gdyby godzinę!
Choćby mi potém sto śmierci zadali,
Dziś szczęśliwy, jutro zginę —
I słodko będzie umrzeć dla Ryngali.
— Na co umierać — książę — prawdziweż to słowa?
Powiedz może ty znowu ucieczesz daleko
A z tobą moje nadzieje ucieką?
Tam znowu królów twych braci wymowa
Na długo ciebie odemnie oddalą;
Może na wieki rozerwą z Ryngalą?
— O! nigdy luba — dziś w nocy — w kościele —
Tyś moja — Witold — i Witold się zgadza
— Dziś, dziś — ach! powtórz czy mnie znów niezdradza,
Sen, marzenie, nadzieja i Dziś???