Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A choć mi nieba niedały być mężem —
Mogę choć bratnim pomscić się orężem.
Myśliz że słodząc zdradą i niewiarą,
Nowemi kłamstwy, zatrzesz kłamstwa stare?
Raz jeden pióra zostawiwszy w sieci,
Ptak już w nie więcéj niewleci.
— Czekaj i osądź — niechcę się tłumaczyć
Pójdę i więcéj przed Ciebie nie wrócę. —
Lecz czyż żalowi niezechcesz przebaczyć?
Czyż jakąm został taką ci porzucę?
A w twojém sercu zemsta co tak pała
Jedna już dla mnie została?
Nie? księżno, otom twój, jak niegdyś byłem;
Poszedłem wierny i wierny wróciłem.
Ubiegł czas długi i mnie ciągnął z sobą
Ludzie mną, losy rzucały
Lecz wszędzie, zawsze, tęskniłem za tobą,
Twój byłem zawsze i twój byłem cały.
— Kłamco! milcz, zna się dawno serce moje!
Wróciłeś, prawda — lecz jakżeś powrócił?
Co ten krzyż znaczy? co znaczą te stroje?
Tyś Bogu przysiągł, a świat już porzucił!
Ty jeśliś Mnichem! myśliszże skwapliwa,
Nie ujrzę w sercu ni w sukniach odmiany —
— Tak jestem Mnichem, Henryk się odzywa,
Jestem jako Mnich odziany,