Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy po długiéj rozmowie z Ryngali komnaty
Wyszedł Henryk. Zaledwie za próg rzucił nogę,
Rycerz jakby nań u drzwi zasiadał na czaty,
Stanął naprzeciw niemu i zastąpił drogę.
Rycerz, czarną miał zbroję, płaszcz na zbroi czarny
I w czarnych pochwach oręż zwieszony u boku,
A twarz, czarna przyłbica jak całun smętarny
Natrętnemu patrzących zakrywała oku.
Tylko czarnych oczów dwoje,
Świeciły przez jej szczeliny.
Jak oczy wilka, jak oczy gadziny
Gdy na pastwę patrzą swoję.
— Książę — rzekł z cicha rycerz do Henryka —
Jesteś kapłanem, który nim zostanie,
Jest nim na zawsze — świat dla niego znika
Miłość i przyjaźń i ziemskie staranie,
I ziemskie związki i boleści ziemi.
Z wszystkiém się żegna, z wszystkiém i wszystkiemi,
Kto przez próg świata stąpił przed ołtarze,
Kto przysiągł Bogu niech przysiąg dotrzyma.
Krzywoprzysiężcy przebaczenia niema.
Ludzie nim wzgardzą, a Bóg go ukarze,
Kto przez próg świata stąpił przed ołtarze —
Za sobą wszystkie rzucił związki świata.
Niema już matki, kochanki ni brata.
Bo przysiągł Bogu — A zdrajców Bóg karze —