Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Choć Zmudź i Litwa losy jego dzieli, —
Krzyżak i Litwin wrogami wiecznemi,
Nic ich niezmieni nigdy w przyjacieli!
W Maryj-grodzie na zamku wesele,
Wasil Moskiewski córkę Witołdową bierze,
A silne z teściem na przyszłość przymierze,
Może na Witolda czele
Położy koronę Litwy.
Puhary dzwonią, a pieśń się rozlewa
Wesela razem, zwycięstwa i bitwy;
Przeszłość i przyszłość gniewa.
Nagle wśród gwaru, wesołości, wrzawy,
U mostu słychać; róg zajęczał silno —
— Któż śmie tak późno, w godzinę zabawy
Przybywać tutaj? I co mu tak pilno?
Czemu téj nocy nieprzespał na dworze?
Po co? od kogo? i kto to być może?
Tak się odźwierny, rozstając z puharem.
Odzywał mrucząc, przez ciasną strzelnicę,
I snów pijanych okutą ciężarem,
Próżno wytrzyszczał po za wał rzenicę —
Bo wśród ciemności nic widać nie było,
Tylko coś jakby odbłyski pancerzy,
Jak gdyby orszak czarniawy rycerzy,
Przed oczyma mu się sniło.
— Hola! zawoła, — kto tam w rogi dzwoni?