Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/095

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   87   —

    Tam robak, motyl olbrzymem wam będzie,
    Tam wy, w ostatnim postawieni rzędzie,
    Kiedy kwiat z kwiatem zetkną świetne głowy,
    Niezrozumicie ich nawet rozmowy.
    A człowiek tamten, idąc swoją drogą,
    Spójrzy, niedojrzy i zdepcze was nogą.

    Teraz odpocznę trocha!
    Szampana naléj w szklanki!
    Niech żyje, kto się kocha!
    Zdrowie pierwszéj kochanki!

    Od dzieciństwa gdy oczy otworzy dziecina,
    Ledwie uczuje serce jak mu bije w łonie,
    Ledwie myśl pierwsza uwieńczy mu skronie
    Nieszczęsny! kochać zaczyna!
    O! nic nad pierwszą miłość. Ta z nieba upada,
    Otworzyć złotą dłonią, świetne życia bramy,
    A potém w sercu, w pamięci osiada
    Cieszyć nas sobą, nawet gdy już nie kochamy!
    O! słodka pierwsza miłość, sen głowy Platona,
    Czyste jéj pocałunki, westchnienia, zapały,
    Błyszczy jak drogi kamień, gdy ją łzy oblały,
    Żyje przeciwnościami, od roskoszy kona!
    Jestże szczęście na ziemi, które mi odpowie,
    Marzeniom pierwszym w młodéj wykarmionym głowie?