Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tylko on i ojciec, ojciec złamany pracą, smutny i powtarzający co chwila —
— I na mnie już koléj przyszła, niedługo i mnie te woły powiozą.
Nazajutrz Sawka zapomniawszy o nieubłaganéj zemście Ekonoma, poszedł do niego z podarkiem; — ale jakże się zadziwił, gdy nowego zastał, tamtego odprawił pan Rządzca w jego niebytności.
Lżej się zrobiło na sercu Sawce, gdy się o tém dowiedział, wrócił i z podarkiem razem nazad do chaty, a tegoż dnia poprosił ojca, aby swaty wysłać do Naści.
— My tu dwóch, niewiele co zrobiemy, powiedział, bez gospodyni jak bez ręki, ni komu chleba upiec, ni kaszę uwarzyć, ni bydełka dopatrzyć — Wszystko marnie pójdzie. Trzeba się mnie żenić ojcze.
— A napatrz synu — odpowiedział ojciec.
— Jest już i napatrzona i pokochana, rzekł Sawka nieśmiało, Naścia Prokopowa z Hrehorowicz —
— Ale oni jéj za ciebie nie wydadzą —