Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


walił z komina, nastraszył ludzi którzy biegali po wsi i w bliskości chaty gromadzili się. Po chwili dójrzał bliżéj podszedłszy rozwiniętych cerkiewnych chorągwi w ulicy i poznał postępujący pogrzebowy pochód ku mogiłkom. Pospieszył. U wisznic wychodzących na łan skarbowy spotkał bractwo z krzyżem, świécami, chorągwiami, popa w czarnéj kapie i wóz, któren dwie pary wołów ciągnęły. Sawka rzucił się ku trumnie; — poznał ojcowskie woły, ujrzał ojca płaczącego za wozem. Poczepiane za koła, za drabiny wozu, za trumnę, krewne, stare kobiéty, tuląc twarze w fartuchy zawodziły smutnym płaczem.
Sawka trafił na pogrzeb matki; płacząc poszedł za trumną na smętarz.
O! biédnemu wieśniakowi nawet dołu głębokiego nie wykopią — ziemia zmarzła poskrobana niegłęboko, gotowa była na przyjęcie trumny, zbitéj z osikowych opółków — Pop pobłogosławił, kobiéty raz jeszcze zapłakały, zaryczały zawołały na zmarłą i wszystko się skończyło, bo ledwie z powrotem, pić zaczęto i smutek zaléwać. Późno w noc Sawka rad nie rad częstował w chacie, w któréj teraz pozostali