Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


potrzeba — Sawka dla was na wszystko gotów —
— Niéma za co dziękować — odpowiedział stary, niechaj was Bóg prowadzi, daj Boże w dobrém zdrowiu się zobaczyć — A nie zapominajcie téż o nas — kiedy wam będzie droga przez Hrehorów, nawiédźcie naszą chatę, a przynieście nam dobre wieści od naszych kumów, od Fedora, od Uścimi, od Wuwdi, od starego Hryćka Bondaruka.
Tak mówił stary, gdy Naścia wyszła z chaty i postrzegłszy Sawkę, skinęła na niego. Sawka jéj się pokłonił, stary na nich spójrzał —
— Oj cóś się oni bardzo znają — rzekł do siebie —
A Sawka już kłaniając się odszedł był daleko i śpiesznie dążył do swoich. Jak zobaczył schodząc z góry wioskę i rozpoznał chatę swoją, ogród, starą gruszę na ogrodzie i cerkiew z zielonym dachem, to mu serce silnie zabiło i czegoś ścisnęło, aż mimowolnie westchnął. — Niewiedziéć dla czego nastraszył się dymu, który czarnemi kłębami