Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pod lasem, tam przesiedzicie strach w sianie; a my wam jeść dostarczym.
To mówiąc stary powlókł się do chaty, obudził żonę, wziął pas, nadział bóty, pochwycił czapkę i wkrótce manowcami przeprowadził Sawkę do swojéj stodoły.
Sawce dobrze było, ale nudno bez roboty siedziéć i kryć się jak złemu człowiekowi; a wyleść nie mógł, bo go wszędzie szukali i do Hryhorowicz już dwa razy na zwiady przysyłali Sotnika napróżno. — Ekonom bowiem nie przestając na tém, obiecał nagrodę temu, kto Sawkę dostawi, a zawsze się znajdzie pochlebnik i chciwiec, łasy nagrody i łaski. Biegali więc zausznicy ekonomscy dzień i noc za Sawką, że się z stodoły wychylić nie mógł. Całą pociechą było mu, że czasami widywał Naścię, do któréj od razu serce jego przylgnęło. Ona mu jeść ukradkiem przynosiła i siadłszy we wrotach stodoły, rozmawiała z biédnym o swoich i o jego biédach. On patrzał na nią i pożérał oczyma — a tak jéj było kraśno, w białéj sukmance, czerwonym pasie, z rozpuszczonemi kosami. I kiedy na niego spójrzała, to mu się zdało