Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zaledwie Sawka na próg chaty stąpił, Sotnik przyszedł wołać go do dworu. —
— Oj będzie biéda, rzekł sobie w duchu, i zaczął szeptać z ojcem. Ojciec pokiwał głową niespokojny.
— I niebyłeś na tłoce — dodał — ale staw się tylko śmiało, a nic nie uważaj. Powiédz żeś jeździł za końmi, co były pokradzione.
Poszedł Sawka z Sotnikiem do dworu, a raczéj na folwark, gdzie go niespokojny Ekonom czekał. Poznał on był Sawkę w nocy i czuł jeszcze na grzbiecie razy jego kija, przysięgał mścić się bez litości. Nie wytrzymał nawet do białego dnia i kazał sprowadzić Sawkę jak tylko powróci. Posłuszny Sotnik spełnił rozkaz natychmiast. Ekonom blady chodził po izbie gdy mu znać dano, że przyprowadzono Sawkę, porwał za kańczuk wiszący nad stołem i wybiegł do sieni.
— Stróża, stróża, zawołał, trzymać tego łotra, ja go nauczę hulać po prażniku i niechodzić, kiedy zakazują na pańszczyznę. Ja go nauczę łotra!