Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiedział się Sawka, że nazajutrz jarmark w miasteczku o trzy mile i niewracając do wsi, pognał ze swojemi na jarmark. Pochowali się po karczmach i poglądali na konie, ale napróżno. Nigdzie swoich się niedopatrzyli, ani się o nich dowiedzieli —
Wieczorem już powracać mieli do wsi, kiedy znajomy gospodarz z Hryhorowicz, nadbiégł oznajmując o koniach. Poprowadził je żyd pocztowym traktem — Chłopcy siedli na szkapy i daléj za nim. Dognali go w karczmie i porwali za swoje poznawszy. Żyd rwąc pejsy na głowie, przysięgał i brał na świadki wracających z nim z jarmarku, że kupił te konie u nieznajomego chłopa; nic to niepomogło. Chciano jeszcze wiązać żyda, i rudowłosy niedopominając się już zabranych koni, umknął, że go znaléść nie było można. Niechodziło już naszym o złodzieja, odzyskawszy swoje, nie tracąc więc czasu, popędzili nazad do wsi i dobrze już zmiérzchło, kiedy do niéj wrócili, bo Sawka wstępował do Hrehorowicz do Naścinéj chaty, opowiadać swoją biédę i wypił z ojcem kieliszek.