Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pomódz; zatapiał się w czytaniu Biblii i rozmowami z Judą i Rubenem pocieszał. Ale odosobienie od swoich, przedłużona samotność, brak wieści z kraju, o którym w Rzymie, z całego świata mającym nieustannych posłów, zawsze coś wiedziéć było można, nękał go i przygniatał.
Przybywające do Caprei okręta i Rzymu wysłańcy rzadko co więcéj nad prośby i wyroki Senatu przywoziły; posłyszéć nic nie było można, prócz liku ofiar krwawych, które padały codziennie i ubóstwień dla kata co je poświęcał.
Wygnańcy, którym łatwiéj było schodzić się w grocie Ulpa, zasiadali tu na cichą rozmowę o swéj nieznanéj ojczyznie, o jéj losach, a Juda Rachel[1] marzyli tylko o wyzwoleniu się z pomocą rybaka, który ich miał na ląd przewieźć.
Mieli oni nadzieję, dostawszy się do najbliższego Surrentum, przebrać się ztąd do Rzymu, lub w Neapolis czy Puteolach wprosić na jaki statek handlowy, mogący ich przewieźć do Alexandryi.
Pomimo dobrych chęci Ulpa, trudno było wszakże dobrać chwili dla bezpiecznego odpłynienia i ważyć na śmierć prawie nieuchronną, gdyby ucieczka dostrzeżoną została.

Z wierzchołka wieży strażniczéj przy willi Jowisza, szerokie morze dniem i nocą widne było do koła, a u stóp skały nieustannie kręciły się ło-

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; przed drugim imieniem powinien stać spójnik „i” (wskazuje na to wolna przestrzeń w druku).