Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sam stawał jako Pontifex Maximus lub ofiarnik, i z nożem w ręku przelewał krew, by gniew nieba przebłagać.
Dwór pana musiał zarówno potakiwać niedowiarstwu i czynny mieć udział w obrzędach.
Właśnie dnia tego, gdy Thrasyllus wezwany został do pana, aby mu wybrał dzień ofiarny i poradził się gwiazd wyroczni, Hypathos, jak zawsze smutny i przygnębiony, szedł do groty Ulpa ukradkiem, spodziewając się w niéj zejść z bratem i starym Heliosem.
Helios, od czasu przybycia swojego na wyspę, stęskniony za rodziną, nie mogąc wyprosić powrótu do Rzymu, wiódł życie nędzne i niewolnicze, zapomniany na długo, to znowu wzywany do Cezara, który go dopytywał o proroctwach Wschodu i obiecanym światu Zwyciężcy, o wierze Judejskiéj, lub starał odwieść od Boga, dowodząc, że jeden być nie może, a tłum ich nie potrzebny.
Helios słuchał w milczeniu i pokorze, ale z goryczą w sercu; napróżno znękany błagał Macrona, aby mu choć odwiedzić dozwolił rodzinę, choć na dni kilka odjechać: dowódzca pretoryanów śmiał się lub wzruszał ramionami, nie pojmując jak nędzny żyd mógł mieć wolę i pragnienie... dla czegoby mu w Caprei źle być miało?
Helios, nie umiejąc ani sobie sposobu oswobodzenia się obmyśleć, ani swoim współbraciom do-