Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzie Tyberyuszowych niewolników, z ludźmi zbrojnymi, którzy nad brzegami czuwali.
Wyspa była strzeżona, a rybacka łódź Ulpa, prócz tego, z trudnością mogła przewieźć razem trzech ludzi.
Stary Helios ani mógł ani chciał uciekać, Hypathos lękał się zniknieniem swojém ściągnąć na brata i bratowę zemstę i prześladowanie, lecz zarazem nie miał dość mocy ducha, by się wyrzec swobody i pociechy, jaką oni byli dla niego. W duszy chłopięcia, rozmiękłéj i łzawéj, znalazło się przywiązanie, siły do ofiary z siebie nie było.
Chciał uciekać a lękał się i nędzy, która ich ścigać musiała i niebezpieczeństw ucieczki; chciał ich widziéć wolnemi, a nie umiał wyrzec się brata i téj, którą codzień wzrastając, kochał goręcéj i namiętniéj.
Wstrzymywał więc ucieczkę swoją bojaźnią, wahaniem i łzami, rozpaczą i strachem, sam nie wiedząc co począć...
Nawet stary Helios, który ich nauczał wiary ojców i tchnął ducha starego w zepsutych wpływy pogańskiemi, choć częściéj był z Hypathosem niż Judą, nie mógł już wpłynąć na zmianę charakteru chłopięcia, które gorzało tylko jedną namiętnością, a wstydząc się jéj, zmuszone ukrywać, bolało i więdło.
Długie wieczory w ciszy spędzali razem nad księ-