Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zgał tak jednych i drugich na przemiany, a niewiele potrzeba było, aby ich do walki pobudzić.
Węgry nie ustępowali, ludzie Przedbora bronić się zabierali. Niektórzy się już suchemi razami okładać poczęli. Rosło zbiegowisko w oczach.
Z okolicy zamku Węgrowie biegli — z całego miasta ziemian, pachołków, rycerstwa co było, szło zasłyszawszy że Węgry dokazują.
Rozdrażnienie już przygotowało tak obie strony, że wóz siana starczył, aby wybuchło zajście krwawe...
Zapobiedz by mu może jeszcze mógł ktoś baczniejszy, gdyby Biały, którego tu nikt nie znał, głosu nie podnosił i oleju do ognia nie dolewał.
W tej chwili, gdy już do utarczki przyjść miało, krzyki doszły na zamek i królowa, domyślając się że Węgry coś spłatać musieli — wysłała Jaśka Kmitę z małym oddziałem ludzi, aby porządek utrzymał.
Zapóźno przybywał. Madżary rozwściekleni tem, że się im opierać i burzyć przeciwko nim śmiano — dobyli mieczów i naciągali łuków...
Jaśko Kmita zbliżył się i krzyczał na Węgrów w imieniu królowej, aby wnet odciągali na zamek, gdy jeden z nich łuk napiąwszy strzelił, a bełt w szyję ugodził starostę tak nieszczęśli-